- Jakiż ja zysk mogę ciągnąć z takiej góry? Kpisz pan czy co? -
Stefan Żeromski pazury. Co chwila, ulegając własnemu ciężarowi, czułe na każde westchnienie wiatru, sypały się puchy śniegowych owałów i ginęły w podścielisku na ziemi tak bez śladu jak krople deszczu w toni
rękoma po dwie jego nogi, zarzucił sobie na plecy to brzemię ze zdumiewającą siłą. Poszli na dół. Co chwila nogi ich zapadały w szczeliny między złomami brył kamiennych, w rumowiska stoku góry pod
Cytat
duszono nawozem, ale bomby zaprawne sztucznymi ogniami szły coraz gęściej jakoby stada ognistych ptaków. Zapalała się i gasła wioska Falenty w stu naraz miejscach. Szerokie żagle płomienia widać
zbyteczne, i gniótł palcami knot, by stłumić dym. - Byłaś w koszuli - powiedział K. i ręką odwrócił znowu jej głowę w stronę ogniska. Milczała. - On jest twoim kochankiem? - spytał. Chciała
Cytat
konary lip i zanosiły się od jednostajnego szczebiotu. Stado wron z łopotem skrzydeł i krakaniem, spychając po sąsiedzku jedna drugą, drapało się na wyschłe szczyty włoskiej topoli. Stosy
wuj - przecież to rozumie się samo przez się. Dlaczego nie- A teraz opowiedz mi, abym był dokładnie poinformowany, wszystko, co dotychczas zaszło. K. zaczął natychmiast opowiadać, nic nie zatajając,