skostniałej ziemi, co głucho stęka pod szynami: - to ja, to ja, to
Stefan Żeromski świata. Ociężałymi źrenicami wodzili po otchłaniach leśnych szarozielonych, skąd pojedyncze skały wynurzają się niespodzianie, skąd wykwitają żywą barwą kiście buków. Od szczytów gór leciały ich
spojrzeń a uśmiechów - i muzyka - przepływały dokoła jakoby fale rozkoszne. Oto przesuwają się pary jedna za drugą... Przemyka się, jak mgła, dziewica w przystroju głowy 1'oiseau de paradis... Dalej
Cytat
niezbadanej przestrzeni, doły, objęte za dnia jednym niedbałym spojrzeniem, wydawały się jeszcze głębszymi, lodowiec, mający dziesięć kilometrów długości majaczył w mózgu, jak morze twarde i martwe.
już całą noc przeleżał, że świta, to znowu nabierał pewności, że nie ma godziny od chwili, kiedy z izby cześnika wrócił. Kilkakroć dźwignął się i nasłuchiwał. Serce targało się w nim jak więzień
Cytat
zadreptał na miejscu, stulił uszy i zatargał łbem. W dymie, daleko w polach, przez które niedawno leciał jego koń, Rafał ujrzał na prost siebie zionące ognie i wybuchy kłębów dymu. Ognie poziome i
tam wąski pas torfowisk. Torf tam leżał dziewięciometrowym pokładem. Pod torfem zaś był szczery, czysty, złoty piasek, taki sam jak w diunach przymorskich, tylko oczywiście starszy od tych wydm o